Dodaj zdjęcie profilowe

avatarAgnieszka Jędrzejczak

Łódź
Dziennikarz

Rodzina znęcała się nad dziećmi. Kurator zalecał odebranie dzieci, ale PCPR nie widziało podstaw

0000-00-00 00:00:00

Rodzina maltretowała podopiecznych. Mimo to, trafiały do niej kolejne dzieci. Prokuratura sprawdzi, czy służby społeczne nie popełniły błędu.- Zdaje sobie pani sprawę, że pozbawia mnie źródła dochodu? - powiedziała oskarżona o znęcanie Bożena A., gdy w marcu tego roku pracownicy PCPR zabierali z jej domu w Łęczycy szóstkę adoptowanych dzieci. Małżeństwo A. w 2007 roku zostało rodziną zastępczą, trafiła do nich czwórka dzieci w wieku od 4 do 13 lat. Dzieci źle czuły się w domu Jana i Bożeny A., z którymi mieszkała już wtedy adoptowana wcześniej Karolina. Najmłodsze dzieci często uciekały i w konsekwencji zostały odebrane państwu A. - Kiedy zabierali dzieci, pan Jan niósł dwie duże torby z ich rzeczami, wrzucił agresywnie do busa, którym jechały i powiedział, że jeśli im się nie podoba to mogą stąd wyp... - opowiada pani Mirosława Słoczyńska, która mieszka niedaleko domu państwa A. Mimo tej sytuacji, do rodziny w 2009 roku trafili kolejni podopieczni, tym razem trzy dziewczynki, w tym jedna głuchoniema oraz chłopczyk. Najmłodsze dziecko miało 9 miesięcy. - Dzieci były w fatalnym stanie, ich biologiczni rodzice nadużywali alkoholu. Musieliśmy ich stamtąd zabrać, a państwo A. było jedną wolną rodziną - mówi Iwona Zielińska, kierownik PCPR w Łęczycy. Okazuje się jednak, że sygnały o złym traktowaniu dzieci przez państwa A. pojawiły się już w 2011 roku. Kurator sądowy zalecał odebranie dzieci rodzinie i odesłanie ich do Placówki Opiekuńczo - Wychowawczej w Kutnie. PCPR jednak tego nie zrobiło. - Przeprowadziliśmy kontrolę, zabraliśmy dzieci na wycieczkę samochodem i rozmawialiśmy z nimi. Dzieci nie przyznały się, że są źle traktowane, bały się o tym powiedzieć - tłumaczy Zielińska. - Z opinii psychologicznej, którą wykonano wtedy wynika, że kontakt z matką biologiczną nie jest wskazany, bo dzieci się jej boją. Chciała przenieść je do Domu Dziecka w Łodzi. Kierownik placówki w Kutnie twierdzi, że nikt nie kontaktował się z nimi w sprawie umieszczenia dzieci w kutnowskim ośrodku. Rok po tym zdarzeniu do rodziny trafiło kolejne rodzeństwo: dziewczynka i chłopczyk, którzy mają teraz 11 i 13 lat. Nad nimi również się znęcano. W 2013 roku czwórka z wykorzystywanych dzieci próbowała uciec z domu. Dzieci zostały odnalezione przez 54-letnia matkę zastępczą i ukarane. Sprawa wyszła na jaw dopiero w marcu tego roku, po pobiciu 13-letneigo chłopca. Dzieci powiedziały o swoim dramacie pedagogowi szkolnemu. Ten powiadomił Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Łęczycy, które złożyło doniesienie do prokuratury. Jeszcze tego samego dnia dzieci zostały zabrane i umieszczone w innej rodzinie zastępczej, pełniącej rolę pogotowia opiekuńczego. W tym samym czasie do prokuratury dotarły informacje, że ośrodek, do którego chodzi głuchoniema dziewczynka ma podejrzenie, że mogło w tej rodzinie dochodzić do przypadków molestowania seksualnego. – Dziewczynka nie potrafiła mówić, co wykorzystała rodzina, ale nie wzięli pod uwagę, że może narysować to, co się dzieje w domu. Rysunki były makabryczne – mówi kierownik Zielińska. Opiekunowie m.in. bili dzieci po twarzy i plecach, ciągnęli dzieci za uszy, wbijali w ciało paznokcie, zatykali im usta. Ograniczano im dostęp do jedzenia i zastraszano, że jeśli powiedzą co się dzieje w domu, zostaną rozdzieleni i trafią do domu dziecka. Dzieci bały się też kar, które były wobec nich stosowane. Z ich zeznań wynika, że przemocy szczególnie dopuszczała się 54-letnia Bożena A. – Gdy dzieci miały siniaki na ciele na skutek wbijania paznokci czy bicia, to zakładały ubrania z długim rękawem. Inne obrażenia tłumaczyły np. grą w piłkę. Opowiadały też, że dostawały specjalne kompresy, które miały tuszować obrażenia – wyjaśnił Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi. – Dzieci wiedziały nawzajem o tym, że są molestowane, ale także ze strachu nikomu o tym nie mówiły. Według prokuratury wszyscy z pięciorga pokrzywdzonych, w tym trzy dziewczynki w wieku od 8 do 10 lat i dwaj chłopcy w wieku 11 i 13 lat, byli wielokrotnie molestowani seksualnie przez 59-letniego Jana A. Czynności seksualnych wobec jednej z 10-letnich dziewczynek dopuściła się także 20-latka. Jan A., jego żona Bożena nie przyznali się do zarzucanych im czynów. Przyznała się natomiast adoptowana przez nich wcześniej Karolina A. Wszyscy zostali tymczasowo aresztowani na trzy miesiące. Śledczy zabezpieczyli komputery i telefony, aby sprawdzić, czy nie zawierają treści pedofilskich. Planują także przeprowadzić dodatkowe oględziny w domu rodziny, a także przesłuchać sąsiadów, członków tej rodziny i pracowników szkoły, do której chodziły dzieci. Prokuratura chce także przesłuchać dzieci, które wcześniej były pod opieką podejrzanych. Sprawdzane są także służby odpowiedzialne za funkcjonowanie rodzin zastępczych.

Jesteś na profilu Agnieszka Jędrzejczak - stronie mieszkańca miasta Łódź. Materiały tutaj publikowane nie są poddawane procesowi moderacji. Naszemiasto.pl nie jest autorem wpisów i nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanej informacji. W przypadku nadużyć prosimy o zgłoszenie strony mieszkańca do weryfikacji tutaj