Dodaj zdjęcie profilowe

avatarAgnieszka Jędrzejczak

Łódź
Dziennikarz

Szpital w Łęczycy. Rodzice walczą o odszkodowanie

0000-00-00 00:00:00

Mikołaj nigdy nie zagra ze swoimi braćmi w piłkę, a jego rodzice nie zobaczą jak chłopiec dorasta i staje się mężczyzną. Mikołaj urodził się przed północą 4 grudnia 2012 roku, zmarł po sześciu dniach. Przyczyną było śródmiąższowe zapalenie płuc. Chłopiec był wcześniakiem. Rodzice oskarżają łęczycki szpital, że Mikołaj został wypisany do domu zbyt wcześnie, a dokumentacja dziecka jest niespójna. Szpital tymczasem twierdzi, że noworodek został wypisany w stanie dobrym i nie było powodu, by przetrzymywać go na oddziale. Sprawa trafiła do Sądu Okręgowego w Łodzi, gdzie rodzice walczą o 200 tys. zł odszkodowania. Mikołaj był trzecim dzieckiem pani Wioletty i pana Piotra z Ozorkowa. Kobieta miała wyznaczony termin porodu na 2 stycznia 2013 roku. Bóle porodowe zaczęły się jednak dużo wcześniej. 4 grudnia 2012 roku około godziny 22 pani Wioletta z mężem pojechała do Zespołu Opieki Zdrowotnej w Łęczycy. Niedługo później trafiła na salę porodową. - Już tutaj zaczęły się problemy. Mąż musiał trzy razy biegać do apteki po odpowiedni podkład na łóżko, jakbym nie mogła dostać tego szpitalnego - mówi pani Wioletta. Kobieta urodziła przez cesarskie cięcie o godzinie 23.30. Mikołaj urodził się w stanie średnim, przyznano mu 6 punktów w skali Apgar. Noworodek został umieszczony w inkubatorze, jednak z powodu ostrej niewydolności oddechowej, podłączono chłopca do nosowego CPAP, czyli wspomagania oddychania. Po kilku godzinach malec miał zostać odłączony i miały mu zostać podane antybiotyki, bo jak stwierdzono, mógł zarazić się od matki bakteriami paciorkowca. Takiej informacji rodzice nie odnaleźli jednak w karcie zdrowia dziecka. Jest tam wyraźnie zaznaczone, że nie podano dziecku antybiotyków i nie wspomagano oddychania. - Nie wiem także skąd wzięła się informacja o bakterii paciorkowca, nikt mnie nie poinformował, że mogę być nosicielką - przyznaje pani Wioletta. - Nie powiedziano mi także, że Mikołaj był np. dokarmiany. Chłopca razem z mamą wypisano do domu 7 grudnia. Jednak według szpitala, dziecko dzień później miało mieć jeszcze wykonywanie badanie, choć tego dnia było już w domu. - Szpital podał informację, że przebywałam z Mikołajem na oddziale cztery doby, a przecież od godzin nocnych 4 grudnia do 7 grudnia to dwa i pół dnia - mówi kobieta. - Dziecko i mama mieli odpowiednią opiekę medyczną, nie możemy sobie nic zarzucić - mówi z kolei Andrzej Pietruszka, dyrektor szpitala w Łęczycy. Mały Mikołaj ku uciesze swoich dwóch braci przyjechał do domu 7 grudnia. Nic nie wskazywało, że dziecko może mieć problemy ze zdrowiem, nikt też ze szpitala nie przekazał takiej informacji matce. Stan dziecka diametralnie zmienił się kilka dni po powrocie. Mikołaj nie chciał ssać piersi, miał problemy z otwieraniem oczu, a z jego noska zaczęła wyciekać krew. Rodzice natychmiast wezwali pogotowie, a następnie Lotnicze Pogotowie Ratunkowe. Mimo reanimacji Mikołaj zmarł. Rodzice obwiniają szpital, że nie zapewniono ich dziecku należytej opieki. - Mój pierwszy syn również urodził się w 36 tygodniu ciąży, ale tamten szpital zatrzymał chłopca na kilka tygodni. Tutaj wypisano Mikołaja, gdy jego waga spadała - relacjonuje pani Wioletta. Zdaniem biegłego neonatologa, powołanego do wyjaśnienia sprawy, spadek wagi może oznaczać rozpoczynającą się infekcję płucną. A kluczowym problemem, o którym opowiadają rodzice jest niedobór surfaktantu, który odpowiada za stabilizację oddychania noworodka. Szpital nie podał tej substancji Mikołajowi. - W tym okresie nie ma konieczności podania surfaktantu, dziecko nie kwalifikowało się do tego. Chłopiec był zdrowy, został wypisany w stanie dobrym, więc nie było też konieczności przetrzymania go w szpitalu. Brak przyrostu masy ciała jest charakterystyczny dla noworodków - mówi dyrektor Pietruszka. - Po wypisaniu dziecka do domu, rodzice powinni alarmować lekarza pierwszego kontaktu o pogarszającym się stanie zdrowia. W tej sprawie kluczowe jest sprawdzenie, czy rodzice kontaktowali się z położną i o to wnioskujemy. Nie można bezpodstawnie oskarżać szpitala. Pierwsza rozprawa odbędzie się w środę (18 czerwca).

Jesteś na profilu Agnieszka Jędrzejczak - stronie mieszkańca miasta Łódź. Materiały tutaj publikowane nie są poddawane procesowi moderacji. Naszemiasto.pl nie jest autorem wpisów i nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanej informacji. W przypadku nadużyć prosimy o zgłoszenie strony mieszkańca do weryfikacji tutaj