Dodaj zdjęcie profilowe

avatarAgnieszka Jędrzejczak

Łódź
Dziennikarz

Zbigniew Stefaniak, niepełnosprawny maratończyk z Gąsiorowa odnosi sukcesy

0000-00-00 00:00:00

Kocham biegać, to jest całe moje życie - mówi pan Zbigniew Stefaniak, niepełnosprawny maratończyk z Gąsiorowa, w gm. Daszynie. Mimo swojej choroby nie poddaje się i bierze udział w kolejnych maratonach.Mężczyzna choruje na porażenie mózgowe, porusza się na wózku inwalidzkim, biega o kulach. Do 9. roku życia w ogóle nie chodził, a lekarze nie dawali mu żadnej gwarancji, że kiedykolwiek będzie się poruszał. Pan Zbigniew ma także problemy ze wzrokiem i astmę oskrzelową. Mimo tych trudności, nie ma dla niego rzeczy niemożliwych i od najmłodszych lat realizuje się jako sportowiec. Przygodę z lekkoatletyką rozpoczął już w podstawówce. Jako dziecko uczył się w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w Policach. Jego wychowawcą i jednocześnie trenerem był biegacz Janusz Chmielewski. To on obudził w panu Zbyszku ducha walki. - Wcześniej nie sądziłem, że będę aż tak zmotywowany do działania - mówi pan Zbigniew. - Na początku było ciężko, treningi były męczące. Mimo tego, nie poddałem się i postanowiłem robić coś, co nada sens mojemu życiu i w czym mógłbym się realizować. Podczas nauki w szkole podstawowej pan Zbigniew trenował biegi na duktach w lesie polickim. Wtedy też zdobył pierwszy puchar na dystansie 5 km. Później były kolejne zawody i kolejne puchary. Pojawiały się także pierwsze kontuzje. Podstawówkę zakończył z zachowaniem wzorowym i oceną celującą z wf. Kontynuował naukę w szkole zawodowej w Tarnowskich Górach. Miał być krawcem, miał też podnosić ciężary. Pan Zbigniew startował w mistrzostwach Polski w tej dyscyplinie, zdobył także dwa brązowe medale. Maratończyk postawił jednak na bieg. - Dwie dyscypliny to dla mnie za dużo, mam czas tylko na jedną - mówi sportowiec. Pana Zbigniewa rzadko można spotkać w domu. W okresie letnim i jesiennym aż do Świąt Bożego Narodzenia jest w Pucku, gdzie trenuje i bierze udział w zawodach. Kiedy wraca do rodzinnej wsi, możemy zobaczyć go podczas kilkugodzinnego treningu. Jak mówi, co drugi dzień "zasuwa" ponad 20 km. Ale nie każdy patrzy na sportowca z podziwem, nie każdy potrafi pomóc i podnieść, gdy upadnie na drodze podczas treningu. Gdy stracił równowagę podczas zimowego biegu przez okoliczne wsie, leżał na śniegu pół godziny. - Niektórzy mijają mnie i patrzą z pogardą, pukają się w czoło, czasem nawet gdy biegnę, specjalnie zajeżdżają drogę samochodem, ale na szczęście są tacy, którzy pomóc potrafią - mówi pan Zbigniew. W pokoju sportowca na każdej półce stoją sportowe trofea, które pan Zbigniew wywalczył na zawodach w kraju i za granicą. Pucharów i medali ma już ponad 250. Ostatnio mogliśmy oglądać jego start w 9. PZU Półmaratonie Warszawskim, po którym stał się bohaterem, a internauci nazywają go mistrzem. Pan Zbigniew biegał także w Paryżu i Pekinie. Przed każdym biegiem pyta organizatora, czy może wystartować, bo często nie ma dla niego odpowiedniej kategorii. Jedną, w której może wystartować to - sprawni inaczej. Gdy rozmawialiśmy z nim, był przed treningiem. Przygotowuje się na sobotni 5-kilometrowy bieg na Stadionie Narodowym w Warszawie. A następnego dnia, w niedzielę, wystartuje w biegu towarzyszącym Łódź Maraton "Dbam o zdrowie" na dystansie 10 km. Do domu jednak szybko nie wróci. Wsiądzie na wózek inwalidzki i będzie szukał sponsorów, dzięki którym może dalej biegać. Brak pieniędzy to największy problemem biegacza. Pan Zbigniew dostaje miesięcznie ok.700 zł renty socjalnej. Brakuje pieniędzy nie tylko na wyjazdy na zawody, ale też na podstawowe rzeczy jak buty, ubrania do biegania i środki higieniczne. Pan Zbigniew ma swoją stronę internetową i konto na facebooku, gdzie podany jest nr konta, na które można wpłacać nawet niewielkie kwoty. Osoby, które chcą pomóc, mogą także wysłać wiadomość do biegacza i przekazać mu nowe buty, kule, lekarstwa i inne rzeczy niezbędne do biegania i udziału w zawodach. - Kiedy biegam, nie myślę o chorobie. A o czym marzę? Chciałbym nie martwić się o pieniądze na bieg, bo on jest dla mnie wszystkim. Chciałbym też poznać kobietę, która pokochałaby mnie i nie wstydziła się mojej niepełnosprawności - mówi pan Zbigniew. Więcej o niepełnosprawnym maratończyku z gminy Daszyna w piątkowym wydaniu Naszego Tygodnika Kutno - Łęczyca

Jesteś na profilu Agnieszka Jędrzejczak - stronie mieszkańca miasta Łódź. Materiały tutaj publikowane nie są poddawane procesowi moderacji. Naszemiasto.pl nie jest autorem wpisów i nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanej informacji. W przypadku nadużyć prosimy o zgłoszenie strony mieszkańca do weryfikacji tutaj