Kto pomoże inwalidzie?

Redakcja
© Agnieszka Jędrzejczak
Pan Jan z Łęczycy jest inwalidą. W ubiegłym roku lekarze amputowali mu nogę, bo dostał martwicy prawego podudzia. Mężczyzna jeździ na wózku inwalidzkim. Ponad rok nie opuszczał mieszkania, bo nie ma odpowiedniego wózka do podróży po mieście. Teraz, gdy nadarzyła się okazja do zakupu elektrycznego wózka, pojawia się kolejny problem - brak miejsca do przechowania takiego sprzętu.

Miejsce mogłoby się znaleźć w niewielkiej komórce naprzeciwko bloku pana Jana, ale przeszkodą jest sąsiedzkie nieporozumienie. Mieszkańcy bloku, którzy trzymają w komórce m.in. rowery, nie widzą możliwości, by znalazło się tam jeszcze miejsce na wózek inwalidzki pana Jana.

Mężczyzna od kilkunastu lat mieszka ze swoja partnerką, panią Danutą. -To ja starałam się w latach 80 - tych, by spółdzielnia pozwoliła mojemu nieżyjącemu już mężowi zabudować osłonę śmietnikową po to, by mógł tam trzymać wózek inwalidzki, bo tak jak Jan był inwalidą. Sąsiedzi za naszymi plecami przejęli komórkę - opowiada pani Danuta, partnerka pana Jana. - Nie chcę jej przejąć, chcę tylko schować tam wózek Janka. Czy to naprawdę tak dużo?

Jak mówi kobieta, jej pierwszy mąż za ich własne pieniądze zabudował osłonę śmietnikową, a drzwi pomagał montować ich bliski. Jej mąż trzymał tam wózek inwalidzki, ale miejsca użyczył też dwóm sąsiadom, by mogli schować motorowery. Przed śmiercią mężczyzny, sąsiedzi wymienili zamki do komórki.

Sąsiedzi pani Danuty jednak zaprzeczają. - To są brednie - mówi Waldemar Augustyniak, sąsiad i przewodniczący Rady Nadzorczej Spółdzielni Mieszkaniowej Łęczycanka, która zarządza blokiem. - To pomieszczenie nigdy nie należało do pana Chwiały i nikt nikomu zamków nie wymieniał. A pani Chwiała jeszcze nam grozi.

- Mój mąż za swoje pieniądze wyremontował to pomieszczenie i on był dzierżawcą, mam na to dokumenty - opowiada z kolei Marianna, sąsiadka. - To jest małe pomieszczenie, nie ma tam już miejsca. Pani Chwiała może trzymać wózek, np. w suszarni, z której tylko ona korzysta i o którą tak się wykłócała.

Umowa dzierżawy komórki podpisana została w 1991 roku, tuż przed śmiercią pierwszego męża pani Danuty. O najem wnioskowali dwaj sąsiedzi, którzy wcześniej mieli użytkować ją razem ze zmarłym mężem kobiety. Mieli i użytkowali, bowiem na to również jest dokument, z 1985 roku. Są też świadkowie.

- Podziwiałem tego mężczyznę, bo choć inwalida, to dołożył wszelkich starań, by zabudować tę osłonę. Widziałem jak przy tym pracował - mówi pan Mirosław, sąsiad.

Zarząd Łęczycanki twierdzi, że ma związane ręce, bo obowiązuje umowa najmu. Prezes liczył, że sąsiedzi się porozumieją. - Rozważamy znalezienie innego pomieszczenia lub wybudowanie podjazdu - mówi Jarosław Pacholski, prezes SM Łęczycanka.

Uwaga na chińskie telefony

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie